środa, 14 września 2016

Być jak Beksiński, czyli o Wielkiej Sztuce w laboratorium




Chemia jest jak wiemy nauką ścisłą. I jest to fakt niezaprzeczalny. Tutaj nic nie podlega uznaniowości i uczuciom, a rozmaitym dziwacznym indywiduom (które być może istnieją, albo i nie, tudzież są czymś innym niż myślimy) i ich oddziaływaniom, a szczególnie za****jącym niczym Koń Rafał elektronom. Od czasu do czasu nawet dochodzi spontanicznie (co złe to nie my) do jakiegoś pożaru, jak pięknie ilustruje to poniższy filmik:


Tak. Ale wiemy też, że chemia jest wszechobecna. Jej prawa sięgają nieubłaganie nawet do rzeczy tak nieuchwytnych, jak Piękno. A jedną z ciekawszych definicji tegoż zdefiniował Marek Krajewski, wkładając ją w usta jednemu ze lwowskich matematyków (bądź co bądź też przedstawicielowi nauk ścisłych) w Głowie Minotaura:
"(...) mogę brzydotę definiować tylko jako brak piękna. a piękno dostrzegam w sztuce, która zrzuciła z siebie nieznośny balast naśladowania natury. Zatem obrazy małpy i Wenus z Milo są jednakowo brzydkie, bo oba są elementami natury, zaś piękna w przedstawieniach natury nie ma."
Zatem najprawdziwsze piękno jest obecne w sztuce współczesnej. Tak się złożyło, że odwiedziłem ostatnio Pawilon Czterech Kopuł we Wrocławiu, w którym mieści się Muzeum Sztuki Współczesnej. Największą radością napełniła mnie możliwość spotkania się z dziełami Mistrza Beksińskiego. Człowieka, który na każdym kroku, swoimi dziełami udowadniał, że tak uwielbiane przez polonistów zadawanie pytania: „co autor miał na myśli?”, zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem... Nie będę się tutaj rozwodził nad jego życiorysem ani twórczością, podsumuję krótko parafrazując Gombrowicza: Beksiński wielkim artystą był.
Ale dosyć gadania o Beksińskim, skoro ma być mowa o chemii. Otóż jak wiemy nie samym siedzeniem w laboratorium żyje człowiek. Poza robieniem Wielkiej Nauki jest jeszcze rozrywka, jakiej dostarczyć może robienie Wielkiej Sztuki. Na przykład uporczywe polewanie kawałka styropianu acetonem z tryskawki i czekanie aż wyschnie. I tak przez dwa miesiące. A oto efekt:



I wracając do Mistrza:


Czyż ten prazeodym(III) w lewym dolnym rogu nie wygląda pięknie?
I tym optymistycznym akcentem zakończmy naszą opowieść.